Kilka słów o pomaganiu.

„Spałam i śniłam, że życie jest samą przyjemnością, obudziłam się i spostrzegłam,
że życie jest służbą na rzecz innych.
Służyłam i zobaczyłam, że służba jest przyjemnością.”

                                                                                                             Matka Teresa z Kalkuty

Okres Bożego Narodzenia to czas niezwykły. Nie myślę tu o jego wymiarze religijnym, ale o społecznym fenomenie polegającym na zainteresowaniu wspieraniem akcji charytatywnych. Paczki dla ubogich przygotowywane przez organy pomocy społecznej i specjalnie w tym celu stworzone fundacje, prezenty mikołajkowe dla dzieci w domach dziecka, osób starszych, bezrobotnych, chorych, samotnych, a nawet psów w schronisku. Czasem zastanawiam się, dlaczego akurat święta są tym wyjątkowym czasem, kiedy tak bardzo chcemy pomagać potrzebującym. Dlaczego akurat Boże Narodzenie budzi w nas altruistów? Czy dlatego, że przypominamy sobie postać Jezusa w symbolicznej ubogiej szopce? Czy po prostu akcji charytatywnych jest tak dużo, że wysiłek włożony w pomaganie jest mniejszy niż w innym czasie? A może atmosfera sprzyjająca refleksjom powoduje, że w głębi duszy zaczynamy martwić się o siebie, swoją doczesność i szybko potrzebujemy poprawić bilans dobrych i złych uczynków… Ale po kolei, zacznijmy od definicji.

ZACHOWANIA PROSPOŁECZNE, ALTRUIZM, EMPATIA

Zachowanie prospołeczne, altruizm i empatia – wszystkie te określenia brzmią podobnie. Dla niektórych oznaczają właściwie to samo. W rzeczywistości opisują jednak nieco inne zachowania. Działania prospołeczne to po prostu pomaganie innym. Altruizm to pewien rodzaj zachowania prospołecznego, gdy dana osoba nie liczy się z własnym bezpieczeństwem czy interesami, a często nawet akceptuje fakt, że poniesie stratę. Empatia jest natomiast zdolnością do tzw. współbrzmienia czy współodczuwania, czyli umiejętnością zrozumienia i niejako odczucia cudzych stanów emocjonalnych.

CO DECYDUJE O TYM, ŻE POMAGAMY INNYM?

Naukowcy oczywiście nie mają jednej, spójnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego pomagamy innym. Zwolennicy teorii ewolucyjnych twierdzą, że o naszej tendencji do udzielania pomocy decyduje głównie odwieczna chęć do utrzymania przy życiu naszych genów. Za tą teorią zdają się przemawiać badania, zgodnie z którymi im bliższy stopień pokrewieństwa między pomagającym a potrzebującym, tym chętniej wybawimy kogoś z opresji. W stosunku do obcych i znajomych teoretycy stworzyli natomiast koncepcję „altruizmu odwzajemnionego”. Zgodnie z nią pomagamy, bo oczekujemy, że takie dobro kiedyś do nas powróci.

Całą gamę zachowań prospołecznych wzmacnia lub osłabia także to, co mamy w głowie. Badania naukowe sugerują, że chętniej pomagamy osobom podobnym do nas z wyglądu, osobowości czy pod względem postaw. Do pomagania zachęca nas także „swojskość” osoby potrzebującej – zdecydowanie łatwiej zdobyć fundusze na rzecz konkretnej niż anonimowej postaci. Troszczymy się bowiem o tych, z którymi łączy nas pewna bliskość. Warto tu wspomnieć o ciekawej koncepcji rozszerzonego pojęcia „my”. Otóż osoby wywodzące się z bardziej „otwartych” domów, przyjaźnie nastawionych na „obcych”, traktujących wszystkich „krewnych i znajomych Królika” jako rodzinę, chętniej pomagają osobom spoza swojej najbliższej grupy. Koncepcję tę potwierdzają badania międzykulturowe: Amerykanie chętniej udzielą wsparcia osobom spoza własnej rodziny, niż mieszkańcy Wschodu, a za zmienną uważa się tu właśnie wspomnianą otwartą postawę rodziców i częstotliwość przyjmowania rozmaitych gości.

Pomagamy chętniej, gdy mamy pozytywny nastrój, bo świat i inni wydają nam się lepsi, bardziej warci zainteresowania, zaangażowania, a z kolei pomaganie wtórnie poprawia i podtrzymuje nasze dobre samopoczucie. Prospołeczność zapewnia nam także dobrą samoocenę i nagrody o charakterze społecznym. Jej występowaniu najbardziej sprzyja średni poziom samoakceptacji – przy zbyt wysokiej samoocenie występuje zbyt duży egocentryzm.

CZY MOTYWACJA MA ZNACZENIE?

Czy motywacja ma znaczenie? Dla naukowców na pewno. Dla społeczeństwa i osób potrzebujących – niekoniecznie.

Kiedyś wydawało mi się, że ma i to duże. Z pewną pogardą patrzyłam na tych, którzy najpierw pomagali, a potem rozgłaszali to na prawo i lewo. Jako młodej wolontariuszce wydawało mi się, że jedynie służba dla innych motywowana czystą miłością do drugiego człowieka, pełna poświęcenia, oddania i pokory jest godna podziwu. Dziwnie czułam się nawet, gdy po skończonym i udanym  projekcie zamiast radości z cudzego szczęścia czułam dumę z własnego osiągnięcia. Od kilku lat pomagam jednak pewnemu krakowskiemu stowarzyszeniu w zdobywaniu funduszy na zajęcia terapeutyczne dla dzieciaków z zespołem Downa i jest mi to, szczerze mówiąc, obojętne, co motywuje osoby, które wspierają nas finansowo. Oczywiście, byłoby idealnie, gdyby nasze społeczeństwo kierowało się dobrem drugiego człowieka i prostą odpowiedzialnością za innych: mam więcej, jest mi lepiej – pomagam tym, którzy nie mieli tyle szczęścia, co ja. Ale to możliwe jest w świecie idealnym. W rzeczywistości pomaganie daje nam wiele – od satysfakcji, poprzez aprobatę społeczną, aż po wymierne korzyści. Czasem jest to jedynie bardzo pozytywnym „skutkiem ubocznym”, czasami jednak to właśnie te motywy decydują o tym, czy komuś pomożemy. Czy to źle? Moim zdaniem nie. Niech ci, którzy pomagając budują swój społeczny wizerunek, mają się jak najlepiej! Zachęcajmy do działania tych, którzy chcą oddać coś swojego (czas, rzeczy, pieniądze) innym, bo akurat niezbyt siebie lubią i potrzebują pokrzepienia! Albo umacniają pozycję swojej firmy na rynku, przy okazji odliczając od darowizny podatek! Nawet tych, którzy traktują wolontariat jedynie instrumentalnie, jako zdobywanie doświadczenia zapewniającego zarabianie milionów w przyszłości. Mówmy o tym, że pomaganie poprawia samoocenę, a nawet pomaga w zdobyciu kobiety (badania Jansena-Campbella wskazują, że altruiści wydają się kobietom zdecydowanie bardziej seksowni i atrakcyjni niż egoiści)!

Szukajmy w wolontariacie, służbie, pomaganiu także tego, co jest nam potrzebne. Szukajmy satysfakcji, dumy, zadowolenia z siebie, przyjemności. Część z nas prędzej czy później dostrzeże w tym nowy rodzaj szczęścia – wielką, a zarazem prostą radość z tego, że ktoś jest szczęśliwy. Ale nawet, jeśli przykładamy trochę większą wagę do naszych emocji, nie koncentrujemy się na drugim człowieku w wystarczającym stopniu, nie przestawajmy pomagać. Dlaczego? Bo potrzebujących jest dużo. I dla nich nie ma znaczenia, czy dajemy im wsparcie, bo w gruncie rzeczy dbamy o samych siebie, czy tylko o nich. Dla nich ważne jest, aby dostali potrzebną pomoc.

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>